Dzień III

      Trzeci dzień naszej wędrówki rozpoczęliśmy tradycyjnie spod Durbaszki. Dzięki wskazaniom Grzegorza – kierownika Ośrodka i jego dokładnym mapom wędrówka nieznakowanymi ścieżkami wśród hal przebiega płynnie. Systematycznie wznoszącym się trawersem obchodzimy Dolinę Białej Wody nad Jaworkami zostawiając po prawej Główny Szlak Pieniński i kolejno szczyty Małych Pienin:  Borsuczycę, Kapralową Wysoką i Wysoką.

Przecinamy szlak turystyczny z Jaworek na Wysoka. I tak pnąc się w górę docieramy do czerwonego szlaku. Końcówka trasy po Pieninach prowadzi łagodnym grzbietem, przez kilka niezbyt wysokich szczytów. Podczas wędrówki przechodzimy przez góry: Watrisko i Wierchliczka – najdalej wysunięty na wschód szczyt należący do polskiego pasma Pienin Małych. Z Wierchliczki niebieskim szlakiem turystycznym kierujemy się ku Przełęczy Rozdziela, będącej punktem granicznym między Pieninami i Beskidem Sądeckim. Szkoda, że w tak licznie uczęszczanym przez turystów miejscu nie ma choćby bufetu z napojami. Kilka domków letniskowych i gospodarstw tworzy miejscowość Obidza i nikt nie ma ochoty zarabiać na turystach?… Do Jaworek żółtym szlakiem za daleko, więc wybieramy opcją kontynuowania szlaku niebieskiego i wejścia w Beskid Sądecki z ostrym podejściem na Wielki Rogacz. Strome podejścia wymagają częstszych odpoczynków, doskwiera upał. Las nie daje ochłody. Mozolnie wspinamy się na kolejny szczyt. Oto i zwiastun, dziwoląg: ni to pomnik, ni to budowla z napisem „Milennium Poloniae” . Jest i upragniony XIX szczyt do KGP – Radziejowa 1266 m. Wspólna fotka, wejście na drewnianą wieżę widokowa i demokratyczna, choć nie jednomyślna decyzja, że na lody idziemy do schroniska „Na Przechybie”. Wiśta – wio, łatwo powiedzieć, a to kolejne 1,5 godziny wędrówki…. Nic nie pomogło łganie „…już nie daleko…”, kiedy na horyzoncie wciąż w oddali majaczy charakterystyczna wieża, czyli maszt telewizyjny o wysokości 87 m., stojącego nieopodal schroniska.  Przechyba liczy 1175 m n.p.m. i zwana jest Garbem. No i doczłapaliśmy się. Zong!!! – brak lodów lecz można zjeść naleśniczki z borówkami. Schronisko to kilkukrotnie odwiedził Karol Wojtyła co upamiętnione zostało w okolicznościowej tablicy. Z tarasu widokowego piękna panorama Tatr. Wytrawne oko dostrzeże Czerwone Wierchy, Kasprowy, Świnicę…. Czas wracać… Ale jak? Na przeciwległym paśmie, jak na dłoni widać nasze schronisko „Pod Durbaszką”, lecz wszystkie piesze szlaki prowadzą pasmami Beskidu: do Obidzy (skąd przyszliśmy) i do Szczawnicy. Jest wyjście. Postanowiliśmy schodzić po części szlakiem konnym, po części „na szagę…”. Więc nowa przygoda. Za radą Bacy wypasającego owce obieramy azymut na kępę świerków, potem jelenią ścieżką do potoku. Nikt nie mówił, że będzie łatwo: autentycznie podmokłą ścieżką wydeptana jest przez sarny i jelenie, w pokrzywach, które nas przerastały. Z kolei rwący potok, trzeba było forsować wpław. Dotarliśmy do …. Jaworek. I znowu pod górę, znaną drogą do Durbaszki.  Dzieciaki dostały palmy… (z upału, czy ze zmęczenia?) Opanowały starą wannę na polanie, która służy do wychwytywania wody tryskającej rurą ze skarpy. Poczciwym owcom służy za poidło a dzieciakom widok krynicy pozbawił wszelkich hamulców wiec zamieniły ją w kąpielisko. Niektóre wchodziły do wody wraz z plecakami. Rozkosz. Tą wyprawą pobiliśmy rekord punktów GOT na jednodniowej wyprawie. Spóźniliśmy się bardzo, lecz wspaniali gospodarze przygotowali nam kolację w sali kominkowej i to taką, że palce lizać. Zapiekane ziemniaczki, różne mięsiwa, pyszne surówki, dwie zupy do wyboru i mnóstwo kompotu. Mniam. Długi, wyczerpujący dzień i krótka noc przed nami….

 4,112 total views,  4 views today